Ali

Imię: Ali
Przydomek: Alcarian Czarny Sokolec
Rasa: Owczarek Belgijski Groenendael
Płeć: pies
Data urodzenia: 26.06.2007- zm. 11.2014 (prawdopodobnie otrucie)
Pochodzenie: Polska
Rodowód | Galeria

Kilka słów o Alim...
Postanowiłam poświecić ten kawałek strony, psu, który zawojował moim życiem i sercem, psu, który niesamowicie wiele mnie nauczył i zaszczepił we mnie miłość do belgów, oraz sprawił, iż zaczęłam interesować się psami agresywnymi i problematycznymi.
Ali trafił do mnie dość przypadkowo... znajoma, która uprawiała z nami agility w klubie (właścicielka belga, gronka), powiedziała mi o ogłoszeniu, z którego wynikało, że do oddania jest podrostek bega, zrównoważony i fajny. Pokusiłam się i zaczęłam dowiadywać o tym podrostku, a potem nakręciłam się by go adoptować... w szak za darmo pies rasowy i do tego belg, którego i tak planowałam na przyszły rok.
Okazało się, że hodowcy, do których pies wrócił, zaufali mi i postanowili powierzyć psiaka, wiec ja cała uszczęśliwiona zorganizowałam transport i pojechałam po niego ok 500-600 km w jedną stronę, na dalekie południe Polski.
Pojechaliśmy, zobaczyliśmy 3 belguty... mamę, córkę i syna - Alego... Ali był nieufny od samego początku, a ja byłam nakręcona by go wziąć, do tego młoda i głupia, nie znałam zachowań psów i stwierdziłam, że go wezmę, popełniając już w hodowli błędy, bo pies nieufający, próbował kąsać, oczywiście pokąsał mnie jak i hodowcę również, ale wtedy wydawało mi się, że odwrotu już nie ma.
Wróciliśmy do domu i od razu na drugi dzień polecieliśmy na szkolenie, gdzie od samego początku było pod górkę, bo pies nie ufał nikomu i kąsał każdego w rękę, kto tylko do niego ową wyciągnął... wtedy nie wiedziałam dlaczego tak robi, dopiero z czasem... dodatkowo pies był nakręcony i rzucał się na inne psy, zarówno suki jak i samce, nie zważał na nic, a miał ledwo 5 miesięcy.
No ale skoro już był to stwierdziłam, że będziemy pracować i próbować wyjść z problemów, lecz to nie było takie proste... ja byłam emocjonalna, a on to czuł, co oboje nas nakręcało i efektem tego był strach mój przed nim i jego przede mną... próbowaliśmy przez 8 miesięcy nad tym pracować i raz było lepiej, a raz gorzej, jednak ogólnie nie było nadal dobrze. Wiedziałam, że męczymy się ze sobą wzajemnie i znajomi proponowali mi oddanie, a nawet uśpienie... nie doprowadzałam do siebie takich myśli nawet na sekundę, jednak wiedziałam, że nasze wspólne życie nie jest dobre i najlepiej byłoby rzeczywiście się rozstać... Ali miał trafić do policji, jednak był już kastratem, a tam takich psów nie brali, poza tym miał zbyt delikatny charakter i może to i lepiej. Dostałam cynk, że w salonie samochodowym u nas we Włocławku poszukują psiaka do stróżowania i rzeczywiście okazało się to być strzałem w 10. Postanowiłam, że damy sobie szanse i oddałam Alego do stróżowania. Pies miał całe popołudnie i noc na bieganie po wybiegu salonu samochodowego i spełniał się w tej roli idealnie... odwiedziłam go kilka razy i rzeczywiście z biegiem czasu bardzo się ustabilizował emocjonalnie i wyciszył, a ja cieszyłam się jego szczęściem i tym, że mogę go chociaż odwiedzać.
Po kilku latach w służbie stróżaka, Ali przeprowadził się na emeryturę do domu właściciela salonu i tam spędził resztę swojego życia. Niestety pod koniec 2014 roku, doszły mnie słuchy, że Alutek odszedł... łza zakręciła się w oku, bo ten pies NIGDY nie zniknął z mojego serca i był cząstką mojego życia. Teraz z przyjacielem Cerberkiem biegają za tęczowym mostem <3